Opowieści | O kaplicy Za Pańską Górą.


Gdy gaśnie pamięć ludzka, dalej mówią kamienie.
 - kard. Stefan Wyszyński

Za Pańską Górą’

Mglisty, rześki sierpniowy poranek. Grupa pątników posuwa się jednostajnym, spokojnym krokiem przez domaradzkie pola, od strony Gwoźnicy. Jest coś hipnotyzującego w ich monotonnym pochodzie przez karpackie grzbiety. Miarowy krok przeplatany religijnymi śpiewami odzwierciedla względną niezmienność wszechświata a niestrudzoność marszu jest niewątpliwym dowodem że za zasłoną ciężkiej rzeczywistości znajduje się inny, lepszy świat. Szary korowód prostej wiary przystaje przed absurdalna pod względem ulokowania budowlą. Wśród pól i lasów na pogórzańskim wzniesieniu górującym nad doliną Stobnicy, zwanym Pańską Górą albo też Obszarem, stoi spowita poranną mgłą kaplica. Trudno jednoznacznie stwierdzić kiedy i dlaczego zbudowano ten przystanek strudzonych i spragnionych pocieszenia perspektywą wieczności pielgrzymów, z pewnością jednak istniał on już na początku XIX wieku. Już wtedy kaplica stała się przystankiem pielgrzymów ciągnących od strony Konieczkowej i Dynowa, przez Górę Świętego Michała, do Starej Wsi, sławnego już wtedy sanktuarium z cudownym obrazem Zaśnięcia Matki Boskiej, Matki Boskiej Królowej Pogórza. Racjonalny umysł współczesnego człowieka zapyta jednak o powód wzniesienia tej budowli na zupełnym odludziu, na rozstaju polnych dróg. Kto o zdrowych zmysłach i dlaczego podjął się takiego dzieła?
Zacząć należy od tego iż wśród ludowych wierzeń karpackich, i z pewnością nie tylko karpackich, powszechnym było przekonanie o złowieszczym charakterze rozstajnych dróg. Skrzyżowanie zawsze było miejscem magicznym. Mieszkańcy Pogórza, i Karpat w ogóle, byli przekonani iż na rozstajach dróg straszy. Aby chronić się od wpływów złych duchów i wszelakiego rodzaju upiorów często stawiano na rozstajach dróg krzyże i kapliczki właśnie. Bywały też powody szczególne, o ile ochronę przed złymi duchami można nazwać motywem pospolitym.
Jeśli przyjmiemy że skrzyżowanie dróg, rozstaje, to symbol trudnych życiowych wyborów i dylematów, to czy w życiu mieszkańców Karpat były one aż tak trudne że wyryły się na zbiorowej podświadomości jako złe duchy? Czy lęk przed nieznanym był ( i jest?) aż tak wielki że wymagał swego rodzaju egzorcyzmów w postaci kapliczek i krzyży?

Jakkolwiek by nie było powszechna w pogranicznych przysiółkach Domaradza i Golcowej legenda głosi iż kaplicę za Pańską Górą wybudował pewien szlachcic, prawdopodobnie ówczesny właściciel Golcowej, który w okolicach owego skrzyżowania polnych dróg, nazywanych na Pogórzu Dynowskim ‘paryjami’, został napadnięty przez beskidników, czyli karpackich zbójów. Ocalony w cudowny, bliżej niesprecyzowany, bądź też zatracony w ludzkiej, zawodnej pamięci sposób, szlachcic ów miał wybudować kapliczkę jako wotum wdzięczności za cudowne ocalenie. Z biegiem czasu stała się ona przystankiem na trasie pielgrzymów zmierzających z północnego wschodu do Starej Wsi. Być może też właśnie od owego wydarzenia okolica ta zaczęła być nazywana Pańską Górą, chociaż bardziej prawdopodobna jest hipoteza iż nazwa ta pochodzi od faktu przynależności ziemi w tym rejonie do dworu. Nie jest to jedyna legenda powiązana z ową polną świątynią. Inne podanie mówi o łapczywości jednego z chłopów, który razu pewnego wziął się za ścinanie jednego z wiekowych drzew rosnących koło kaplicy. Gdy w pocie czoła dokonywał owego świętokradztwa nagle na drodze pojawił się człowiek. Nieznany przechodzeń ostrzegł świętokradczego drwala aby drzewa nie ścinał, ten jednak nie usłuchał, co, okazało się, było błędem, gdyż w niedługi czas później zmarł w tajemniczych okolicznościach.
Inna historia, która już nie do końca jest legendą lecz raczej opowieścią o ogromnej sile wiary która, jak wiadomo, góry może przenosić, mówi iż przy kapliczce tej pewien młody mieszkaniec Gwoźnicy doświadczył cudownego uzdrowienia. Chłopiec ten, idąc wraz z matką do Starej Wsi, zatrzymał się, jak wszyscy pielgrzymujący tym szlakiem, przy kaplicy za ‘Pańską Górą’. W tym czasie miał też odzyskać wzrok. Człowiek ten w późniejszym czasie wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. W latach siedemdziesiątych zafundował renowację kaplicy.
Jednak cudowna siła kaplicy za Pańską Górą brała się nie tylko z ulokowania na rozstaju dróg ale chyba przede wszystkim z tego znajdowało się, i w dużym stopniu znajduje się po dzisiejszy dzień, w jej wnętrzu, czyli z ludowych rzeźb drewnianych o tematyce pasyjnej. Unikalne rzeźbiarskie przedstawienie Grobu Bożego było w swoim czasie istotnym odkryciem etnograficznym chociaż przecież kaplica była od dawien dawna nieodłącznym elementem domaradzkiego krajobrazu. Kaplice o podobnych motywach rzeźbiarskich znajdują się jedynie w Gliniku Charzewski oraz Korczynie, tworząc razem unikalny trójkąt ludowej sztuki. Na zespół figuralny składają się w pierwszej mierze rzeźby Chrystusa w kluczowych momentach jego męczeńskiej śmierci. Znajduje się tam więc postać Chrystusa złożonego w grobie oraz Chrystus Frasobliwy, bardzo częsty motyw w ludowej rzeźbie karpackiej. Towarzyszyła im także figura Chrystusa w Ogrojcu, przytłoczonego nie tylko perspektywą zbliżających się tortur i upokorzenia, ale może przede wszystkim zasmuconego tym wszystkim co w człowieku złe i nieludzkie; chciwością, obojętnością, egoizmem, duchową pustką przejawiającą się brakiem pamięci i poszanowania dla przeszłości. Jest smutną ironią fakt ze ta właśnie figura, jak zresztą wiele innych tego typu zabytków, padła ofiarą nieuczciwych łowców dzieł sztuki, a prościej rzecz ujmując, złodziei.
Oryginalną figurę Chrystusa Frasobliwego przeniesiono do zakrystii kościoła w Domaradzu, być może chcąc w ten sposób uchronić ją przed grabieżą. Pozostałe rzeźby, towarzyszące głównej postaci wydarzeń sprzed ponad 2000 lat to Maria i Św. Anna, umieszczone bo obu stronach ciała Chrystusa.

Z pewnością oryginalne rzeźby które umieszczono w kaplicy były znacznie starsze, prawdopodobnie równie stare jak sama kaplica. Materiał z jakiego zostały wykonane, a więc drewno, powszechny w Karpatach ludowy materiał twórczy, jest substancją na dłuższą metę kruchą i nietrwałą i przemija czasem równie szybko jak ci którzy je twórczo przekształcają na obraz ludzki, a częstokroć i boski. Pamięć jednak nie umiera. Tradycja, jak ogień w pierwotnych ludzkich osadach, była zawsze chroniona od wiatru zapomnienia, przekazywana z pokolenia na pokolenie, rzeźby próchniały, gniły i rozsypywały się, ludzie odchodzili, jednak zawsze znalazł się ktoś kto starą rzeźbę odratował, jeśli trzeba było wyrzeźbił na nowo, jak Stefan Rogoz ‘Przygazowka’, domaradzki rzeźbiarz który uratował starą figurkę ze skrzynkowej kapliczki wiszącej od dawien dawna na drzewie przy domaradzkich serpentynach, strzegącą podróżnych wtedy i na wieki. Jak ks. Antoni Kołodziej, mecenas tradycji i strażnik pamięci, który otoczył opieką między innymi kaplicę za Pańską Górą. Zawsze znalazł się ktoś kto wysłuchał opowieści starych ludzi, wyrył w pamięci i podawał dalej, swoim dzieciom a one swoim potomkom, i tak dalej, w nieskończoną zdawało by się ciągłość ludzkich dziejów.
Czy aby na pewno nieskończoną? Czy my, współcześni ludzie, mamy w sobie jeszcze coś z ducha naszych dziadów i pradziadów. Czy szanujemy ich trud na tej trudnej, karpackiej ziemi? Czy raczej uśmiechamy się pokpiwając słuchając opowieści starych ludzi, traktując je jak bajki dobre być może dla dzieci, przechodzimy obojętnie obok rozsypujących się reliktów naszej przecież przeszłości, której najwidoczniej nie uważamy już za naszą. Co nam pozostanie gdy zerwiemy ostatnie wątłe nici pamięci łączące nas z naszymi przodkami i ich życiem. Czy pod koniec dnia, patrząc w lustro dziejów, będziemy mogli spojrzeć sobie w oczy, wiedząc że nie okazaliśmy szacunku ich znojowi, pozwoliliśmy aby czas zamienił w gruz i popiół przydrożne kaplice i krzyże, wiedząc że kazaliśmy zamilknąć opowieściom naszych ojców na rzec ogłupiającej i odmóżdżającej medialnej nawałnicy, infantylnej, pseudo-artystycznej miernoty. Jak przebrniemy przez tą dziejową pustynię, mentalną noc, nie wiedząc skąd przyszliśmy ani dokąd idziemy, kręcąc się w kółko w pościgu za pieniądzem i iluzorycznym komfortem naszego nowego wspaniałego świata?
Karpackie kaplice, kapliczki skrzynkowe i słupowe wymagają nieustannej opieki i troski, ciągłego ratowania i podtrzymywania przy życiu, historycznej reanimacji. Przykładem jest nie tylko kaplica za Pańską Górą, prawdopodobnie jeden z cenniejszych reliktów małej architektury sakralnej na terenie Pogórza. Kolejną smutną oznaką historycznej amnezji jest przydrożna kaplica w Domaradzu, pomiędzy Budziszem i Płosiną. Ta XIX-wieczna konstrukcja, fundacji rodziny Steców, chyli się ku ruinie. Zbudowane w 1838 roku ściany popękały i lada dzień stoczą się po stromym zboczu do Stobnicy, razem z drewnianą figurą Św. Jana Nepomucena. Odwieczny nurt rzeki rozmyje i pochłonie kamień, rozpuści drewno. Jakie świadectwo o mieszkańcach Domaradza daje przejezdnym rozsypująca się XIX wieczna kaplica? Co bardziej świadczy o wierze mieszkańców – ogromny, hangaro-podobny kościół, czy mała, chyląca się ku upadkowi kapliczka? Co bardziej świadczy o wierze – wielkość czy pamięć?1

Widok na Domaradz i dolinę Stobnicy spod kaplicy za Pańską Górą. Od lewej na pierwszym planie Hyb. Na ostatnim planie masyw Suchej Góry.

W drodze na Pańską Górę. Widok na południe z Pańskiego. W dolinie Domaradz.

1 Informacje historyczne i etnograficzne na podstawie artykułu ‘Podbrzozowska rzeźba w drzewie i kamieniu’, Teresa Szetela-Zauchowa, Brzozów – zarys monograficzny, red. Jerzy F. Adamski , Muzeum Regionalne w Brzozowie, 1990

Komentarze

Prześlij komentarz

Dodaj komentarz